-Cześć. Jak się bawisz?-zapytał z przyjaznym uśmiechem.
-Hej. No cóż... Impreza nie jest zła, chodź bywałam na lepszych.-powiedziałam z sarkazmem. Jezu, dlaczego ja z nim pogrywam? Jestem aż tak głupia i chcę zrazić do siebie największe ciacho w szkole?
-Haha. Jesteś naprawdę zabawna. Czy może czasem ci nie przeszkadzam moją nudną gadką?
-Chyba żartujesz! Jesteś jak na razie najciekawszą atrakcją na tej imprezie.
-Ja?-spytał z niewinną miną.- Większość dziewczyn pewnie się z tobą nie zgodzi. Co najmniej połowa z nich właśnie czeka przy szafie, by przeżyć 7 minut w niebie! Jak możesz uważać, że gadanie ze mną jest lepsze od migdalenia się w szafie?! Naprawdę mnie zaskakujesz.-Hmm... Nie podejrzewałam, że jest aż tak miły i zabawny.
-Jak mogłam o tym zapomnieć! Już za chwilę pobiegnę do mojego ukochanego nieznajomego w szafie. Poczekasz siedem minut? Hahaha.-Oboje wybuchliśmy dzikim śmiechem. Sam okazał się naprawdę wspaniałym chłopakiem. Gadaliśmy i śmialiśmy się prawie cały wieczór, jednak wreszcie nadeszła chwila rozłąki.
Podeszła do nas Cleo. Po jej minie można było wyczuć pogardę i poirytowanie. Pogarda dla mnie, poirytowanie dla Sama.
-Kochanie.-Popatrzyła się na mnie znacząco, jak by chciała zaznaczyć swój teren.- Zdążyłam się za tobą bardzo stęsknić...-Zaczęła go powoli kusić i wieszać się na jego szyi.
-Ja też się bardzo stęskniłem, ale daj mi jeszcze chwilkę, ok? A to jest Sylvia. Znacie się już.
-Tak,chodzimy do tej samej klasy.-odpowiedziałam, posyłając mu skromny uśmiech.
-Ach... Tak. No to już wiem skąd cię kojarzę. Ale... No cóż, normalnie ubierasz się mniej... No wiesz. Ty chyba nie zwracasz na co dzień większej uwagi na modę.-Uśmiechnęła się fałszywie.
-Cleo! Co cię ugryzło?-spytał się lekko zawstydzony zachowaniem swojej dziewczyny Sam.-Sylvia. Podasz mi swój numer? Nie podejrzewałem, że będzie się nam tak świetnie gadać.
Twarz Cleo nabrała czerwonej barwy, ale nic nie powiedziana. Zaszłam jej głęboko za skórę od Versace.
Szybko podałam mu swój numer, a następnie ulotniłam się szybko, nim Cleo zacznie się z nim lizać.
Resztę wieczoru spędziłam myśląc o Samie. Nie chciałam tego, ale tak już wyszło. Zakochałam się w zajętym faecie u którego nie miałam szans. Ale dlaczego? Wątpię bym kiedykolwiek rozwikłała tą zagadkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz