piątek, 7 lutego 2014

Rozdzial X Cleo

   Dziewczyna usiadła na brzegu swej futrzanej kanapy i wyjrzała przez okno. Zaledwie kilka lat temu była malutką dziewczynką, która nie umiała sobie poradzić bez rodziców i ich wsparcia. Teraz unikała ich jak ognia. Nie była już tą dziewczynką, stała się panią własnego losu (pomijając, że to jej ojciec płaci za jej drogie wydatki). Siedziała tak, wpatrując się w pędzące taksówki i zatłumione ulice, gdy  zrozumiała, że za godzinę musi być już na imprezie. Za chwilę ma się u niej pojawić Elle by pomóc jej zakręcić włosy i zrobić makijaż, co jak co, ale Elle była w tym mistrzynią. 
 Nie tracąc czasu, Cleo wstała i podeszła do toaletki by wyciągnąć potrzebne kosmetyki. Nagle z lustra zaczęło bić niespotykanie jasne światło i ukazała się w nim płonąca kobieta. Dziewczyna zamrugała oczami i po chwili obraz masakry zniknął z jej oczu, po czym popatrzyła jeszcze raz w lustro. Zauważyła, że krew spływa jej powoli z nosa. Szybko pobiegła do łazienki, by wsiąść kilka chusteczek. Oby krwotok został zatamowany przed przyjściem Elle. 
  Minęła niewielka chwila, gdy ktoś zapukał do jej drzwi.
-Cleo? Jesteś tam?
-Tak. Wchodź.
-Biedna... co ci się dzieje? 
-Nie wiem... Nie chcę wyjść na głupią, ale najpierw miałam jakąś dziwaczną wizję z płonącą kobietą, a później stało się to.
-Może to przypadek, ale ja także miałam dziś krwotok. Może około czwartej rano. A kobieta ta pojawia się w moich snach. Zdaje mi się, że ta postać to Lucyfer. Ta kobieta zawsze się w niego zmienia. Miewam te koszmary już od jakiegoś czasu. Nie wiem cz mówić o tym rodzicom, nie chcę ich martwić na zapas, no bo wiesz, coś się dzieje z Lucy. Ostatnio rodzice ciągle chodzą z nią do panny Mikelsone. Podobno jest ona emerytowaną lekarką. 
-Może zatrułyśmy się czymś w restauracji? A może ta nasza dieta jest do kitu? 
-Sama nie wiem... Oby to było tylko jakieś głupkowate zatrucie. Chodź od kiedy zatrucie przewraca w głowie i wywołuje halucynacje co?
-Miejmy nadzieję, że to nic poważnego. Zabierajmy się do pracy! Bierz lokówkę, a ja zrobię sobie rzęsy.-Stwierdziła po chwili Cleo.
  Dopiero teraz dziewczyna zobaczyła, jak wystrzałowo wyglądała Elle. Srebro z czernią wyglądało zachwycająco. Klasyczne, czarne szpilki dodawały charakteru, a jej włosy wyglądały jak by należały do anioła, a nie zwykłego śmiertelnika. W każdym razie jeszcze nigdy nie widziała jej w tak pięknym stroju. Musiała wyglądać lepiej! Jej przyjaciółka nie mogła być od niej lepsza.
    Gdy włosy i makijaż były już gotowe, Cleo wyciągnęła z garderoby złotą sukienkę, którą zaprojektowała tylko dla niej sam  Karl Lagerfeld, dzięki czemu nie kosztowała mało, wydała na nią 150 tysięcy dolarów.
Po ubraniu wszystkich dodatków, wyglądała olśniewająco. Nikt nie mógł się ubrać lepiej.
   Dziewczyny ruszyły na podbój imprezy.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdzial IX Sylvia

   Bała się... Co sobie inni pomyślą?! Co ona miała robić na tej imprezie? Przecież była towarzyskim zerem. Ostatnia impreza na jakiej była to trzynaste urodziny Petera. Po co ona dała się namówić Mel? Jak zawsze nie umiała odmówić.
  Wybiła siedemnasta. Dziewczyna pochwyciła czarny płaszcz i wyszła z domu.  Przy rogu ulicy czekał na nią Pet. Miał na sobie Białą koszulę, dżinsy, trampki i  czarny, prosty krawat. Sylvia jeszcze nigdy nie widziała go tak odstawionego.
-A ty gdzie się wybierasz strojnisiu? Hmm?
-Może skusiła by się pani na małe cappuccino?
-Za godzinę mamy być u Mel. A zakładając, że wieczorem są straszne korki to wątpię byśmy zażyli.
-Po to stworzono metro by móc omijać korki.-powiedział, ze słodkim uśmiechem Pet.
-A więc skoszę się na tą twoją propozycję.
Peter zaprowadził Sylvię do klimatycznej, włoskiej kawiarenki, gdzie serwowano najlepsze kawy i cappuccina w Nowym Jorku. 
O za dziesięć szóstej, ruszyli w stronę metra. Podróż do centrum Manhattanu trwała zaledwie trzy minuty.
-I co? Nie zdążymy tak? Ha ha ha.
-No cóż, zawsze mógł być jakiś wypadek lub coś w tym stylu. A po za tym lepiej przyjechać wcześniej. Ok, może pójdziemy już do Melisy, co?
Mieszkanie mieściło się przy New Time Square.  Sylvia zadzwoniła dzwonkiem. Po kilku sekundach w drzwiach ukazała się rozpromieniona Mel.
-Witam w moich skromnych progach!-powiedziała ukazując swoją dłonią wnętrze mieszkania.
-Och. Nie takie tam znowu skromne.-powiedział Pet, którego prawie zatkało.
Mieszkanie było całe białe, a każdy element był spójny z całością. W salonie mieścił się uroczy kominek, który tak jak wszystko tutaj był biały.
- A tutaj jest mój pokój.
Teraz zatkało, także Sylvię. Pokój był ogromny i mieścił w sobie garderobę większą niż salon. Nie zabrakło w nim nawet wanny. Kolorystyka była inna niż w reszcie domu, ponieważ prócz bieli był tu fiolet i żółty. 
-Może coś zjecie lub może chcecie się czegoś napić? Mam colę, sprite, sok pomarańczowy i mrożoną kawę. A do jedzenia ciastka, żelki, sałatkę, czipsy i jakieś krakersy. Zawsze mogę zamówić jakieś chińskiej jedzenie lub pizze. 
-Hmm. A może żelki? Co wy na to?-spytała Sylvia.
-Dobry wybór! Ha ha ha- stwierdzili Mel i Peter.
Melisa przyniosła żelki i colę, po czym wbiegła z Sylvią i Peterem do garderoby, by wybrać coś dla Sylvii i siebie.
Po długich naradach stwierdzili, że Mel ubierze się w czarno białą sukienkę, czarne sandałki na obcasie, niebieski naszyjnik i czarną maskę z piórkami. Dla Sylvii wybrano czarną sukienkę ze złotymi zdobieniami, proste czarne sandałki, czarną kopertówkę, maskę taką samą jaką miała Melisa i opaskę, którą Mel dostała w prezencie od D&G za udział w kampanii. Obie nałożyły na siebie masę makijażu, dzięki czemu wyglądały jak boginie!
   Gdy skończyli przygotowania, zbierali się do wyjścia i wtedy Sylvia znów zobaczyła chłopaka z lekcji.
-Hej...
-Cześć!-powiedział chłopak z uroczym uśmiechem.
-To wy jesteście parą czy coś? 
-Och. Nie! Jesteśmy rodzeństwem.- oboje wybuchli śmiechem.
-Przepraszam. To było trochę głupie.
-Nie przejmuj się.-powiedział Alek.- A ty to?
- Peter Black. 
-Alek Wolf. Miło mi. Dobra to spotkamy się na imprezie, ok? Ja muszę się jeszcze przebrać.
Trójka przyjaciół podążyła w stronę miejsca imprezy.

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdzial VIII Melisa

  Po tym, jak zachowała się względem Elle wszyscy w szkole zlecieli się do niej jak muchy. Dziewczyna zauważyła jedynie kilka osób, które wolało zagłębić się w rozmowy jedynie na temat swoich własnych problemów. Mel stwierdziła, że może te osoby nie są aż tak płytkie, więc podeszła do dziewczyny z czarnymi włosami, która rozmawiała na lekcji z jej bratem i chłopaka, który wyglądał na niezłe ciacho.
-Cześć.-powiedziała promiennie się uśmiechając.-Jestem Melisa, ale mówcie mi po prostu Mel.
-Hey! Jestem Sylvia... A ten dziwny osobnik koło mnie to Peter.- dziewczyna lekko się uśmiechnęła.
-Cześć!
Nagle zza Sylvi wyskoczył słodki chłopak z gęstymi włosami i uroczymi oczami.
-Witajcie. Och... a ciebie jeszcze nie znam ślicznotko.-powiedział puszczając oczko a następnie szeroko się uśmiechnął.
-Mel.
-Uuu. Ładnie. A więc przejdę do sedna sprawy. Zapraszam was na imprezę rozpoczynającą nowy rok szkolny.Impreza rozpocznie się o godzinie 20.Ubierzcie maski ok? I mam nadzieję że przyjdziesz Mel.
-Na pewno.
Gdy chłopak odszedł Mel rzuciła się z pytaniami do Sylvi.
-Jak ma na imię ten chłopak?
-To Matt. Matt Morgan. Robi najlepsze imprezy w szkole, jednak ja i Pet nigdy na nie nie chodzimy.
-Dlaczego?! Imprezy to najlepsza rozrywka jaką mógł wymyślić człowiek.
-Po za tym nie mam odpowiedniej kiecki. Co ja mówię! Ja nie mam żadnej kiecki.
-Pożyczę ci coś! Masz ze mną iść i koniec! To tyczy się też ciebie Peter.
-Hmm... Jeśli tak mnie o to prosisz to może pójdę.
-Bądźcie u mnie o 18 obowiązkowo!
Po chwili zadzwonił dzwonek na lekcję. Grupka nowych przyjaciół podążyła na następną nudną lekcję.