Wreszcie doszły do ogromnego budynku, który przypominał starą kamienicę, ze stylowymi zdobieniami z dziewiętnastego wieku. W około budynku stały tłumy nastolatków palących papierosy. Widać, że ta impreza nie jest dla byle kogo. Mel zobaczyła w tym towarzystwie między innymi córkę znanej projektantki Kate Von Canzie, która jak widać prezentowała dziś na sobie suknię projektu matki. Zielona, obcisła, delikatnie prześwitująca i okropnie seksowna. Ciekawe czy jej mama wie, gdzie jest właśnie jej ukochana córeczka? W jej towarzystwie znalazło się kilku chłopców (synowie nowojorskich bogaczy), dalej zauważyła dziewczynę, z którą pokłóciła się na lekcji. Wyglądała olśniewająco. Wyglądała elegancko, modnie i nie na zbyt wyzywająco a jej nogi w tych szpilkach wyglądały na bardzo długie. Dziewczyna kierowała się w stronę wejścia, a tuż za nią szła sławna w całej szkole Cleo Force. Widać, że bardzo chciała zaimponować swoim strojem. Świeciła się jak gwiazda, od złotej sukienki, dodatków i całej reszty, a pomimo tej przesady i tak wyglądała fantastycznie. Szczerze, Cleo po prostu była idealna, nie miała żadnych wad, prócz charakteru, który miała jadowity jak wąż. Po chwili do dziewczyny podszedł jej okropnie przystojny, lecz płytki Sam, który jest synem burmistrza Nowego Jorku. Chłopak złapał swoją ukochaną pod bok i przyciągnął do siebie. Bez wątpienia byli idealną parą.
W Los Angeles Mel miała chłopaka Deana, który okazał się totalnym palantem. Zdradził ją z jej własną przyjaciółką i to jeszcze w tym samym miejscu na plaży, gdzie straciła z nim dziewictwo! Była na niego tak wkurzona, że podpaliła jego motor, za co dostała grzywnę trzydziestu tysięcy dolarów, co dla niej nie było aż tak wielką sumą (mogło być gorzej, ale wynajęła najlepszego adwokata w Stanach). Od tego czasu nie związała się bliżej z żadnym chłopakiem, a najważniejszym mężczyzną w jej życiu był Alek. To on dbał o nią od śmierci rodziców i to on podniósł ją na duchu po tym co zrobił ten dupek Dean.On robił zakupy, sprzątał, gotował i zajął się wszystkimi rodzicielskimi obowiązkami. Był wspaniałym bratem.
Po kilku minutach Melisa wraz z Sylvią, przepchały się przez tłum rozwydrzonych dzieciaków i dotarły do wnętrza Budniku. W przeciwieństwie do wyglądu zewnętrznego w środku panowała nowoczesność i sztuka. Na każdej większej ścianie wisiał diabelnie drogi obraz, a na suficie wisiały lampy Tiffaniego. Wnętrze było naprawdę ciekawie urządzone, a co najważniejsze, widać było, że jest to oryginalne w którym naprawdę fajnie jest chwilę posiedzieć i odpocząć po trudzie dnia.
-Dużo ludzi.-Stwierdziła niepewnie przestraszona Sylvia.-Jeszcze nigdy nie byłam na takiej imprezie. Co ja mówię, ja nigdy nie byłam na żadnej imprezie, prócz bankietów ojca i ślubie cioci Dory!
-Nie przejmuj się. Zaraz się rozkręcisz. Przysięgam ci, że będzie to jedna z najlepszych imprez na których będziesz. O imprezach Matta Mogana jest głośno nawet w Mieście Aniołów kochana!
- A wiesz... Ty mu chyba wpadłaś w oko. To widać na pierwszy rzut oka. On cię wręcz ubóstwia! Serio. Ale z ciebie szczęściara. Masz idealną figurę, piękne włosy, zielone oczy i świetny styl. Nie to co ja. Ja w tej szkole jestem od rzutkiem społecznym. Nikt się mną nie przejmuje i nikt nie zwraca na mnie uwagi.
-Nie przesadzaj piękna! Ty też jesteś śliczna. A gdy się postrasz, to uwierz, że chłopcy mogą ci się rzucać do nóg. A tak w ogóle, gdzie Pet?
-Och... Pewnie włóczy się w poszukiwaniu whisky.
-Czy on nie pija innego alkoholu? Haha.
-Czy ktoś tu mówił o alkoholu?-Spytał się szarmanckim głosem Matt, podchodzący do nas z niebiańskim uśmiechem.- Mam trochę przy sobie. Skosztują panie?
-Dziękuję, ale nie piję alkoholu z podejrzanych środowisk.-Powiedziała z sarkastycznym uśmiechem Mel.
-Zawiodłaś mnie słonko. A jak tam twoja koleżanka? Napijesz się śliczniutka?
-Dawaj.-Sylvia pociągnęła łyk.-Mmm... Martini?
-Zgadza się. Mój ulubiony trunek. A ty Mel, na pewno nie chcesz?
-Przykro mi, ale muszę dotaszczyć Sylvię i Peta do domu. Kiedy indziej.
-Czyżbyś sugerował mi bym zabrał cię na wspaniałą randkę?
-Hahaha. Chciałbyś.
-Obraziłaś mnie tym! Czuje się pogwałcony... Zgłoszę to do prokuratury. No ale na serio. Może w sobotę? Pojedziemy do Vegas? Fajny pomysł, no nie?
-W sobotę mam sesję do Vogue'a. Przepraszam ale nie dam rady.
-Ale ja już zarezerwowałem odrzutowiec. Nie wywiniesz się.-Powiedział z zawadiackim uśmiechem.
-Jesteś okropny!
-A ja tam siebie lubię...
-Gdzie jest Sylvia? -spytała się szybko, gdy tylko zauważyła nieobecność przyjaciółki.
-Pewnie wyczuła tą romantyczną atmosferę i postanowiła poszukać własnego Romea? Pozwól jej się dobrze bawić! Co ty na to?
-No dobrze, ale jeśli coś jej się stanie, to będziesz ją miał na sumieniu.
Resztę wieczora spędzili na rozmowach i tańcu. Po pierwszej rano, ulotniła się wraz Sylvią i Petem z imprezy.
-Peter ledwo trzymał się na nogach, musiał nieźle zabalować. Natomiast Sylvia bujała w obłokach. Ciekawe czy to z powodu alkoholu, czy może narkotyków... A może coś innego. Nieważne. Ważne jest to, że dobrze się bawiliśmy.-pomyślała Mel.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz