poniedziałek, 3 lutego 2014

Rozdzial IX Sylvia

   Bała się... Co sobie inni pomyślą?! Co ona miała robić na tej imprezie? Przecież była towarzyskim zerem. Ostatnia impreza na jakiej była to trzynaste urodziny Petera. Po co ona dała się namówić Mel? Jak zawsze nie umiała odmówić.
  Wybiła siedemnasta. Dziewczyna pochwyciła czarny płaszcz i wyszła z domu.  Przy rogu ulicy czekał na nią Pet. Miał na sobie Białą koszulę, dżinsy, trampki i  czarny, prosty krawat. Sylvia jeszcze nigdy nie widziała go tak odstawionego.
-A ty gdzie się wybierasz strojnisiu? Hmm?
-Może skusiła by się pani na małe cappuccino?
-Za godzinę mamy być u Mel. A zakładając, że wieczorem są straszne korki to wątpię byśmy zażyli.
-Po to stworzono metro by móc omijać korki.-powiedział, ze słodkim uśmiechem Pet.
-A więc skoszę się na tą twoją propozycję.
Peter zaprowadził Sylvię do klimatycznej, włoskiej kawiarenki, gdzie serwowano najlepsze kawy i cappuccina w Nowym Jorku. 
O za dziesięć szóstej, ruszyli w stronę metra. Podróż do centrum Manhattanu trwała zaledwie trzy minuty.
-I co? Nie zdążymy tak? Ha ha ha.
-No cóż, zawsze mógł być jakiś wypadek lub coś w tym stylu. A po za tym lepiej przyjechać wcześniej. Ok, może pójdziemy już do Melisy, co?
Mieszkanie mieściło się przy New Time Square.  Sylvia zadzwoniła dzwonkiem. Po kilku sekundach w drzwiach ukazała się rozpromieniona Mel.
-Witam w moich skromnych progach!-powiedziała ukazując swoją dłonią wnętrze mieszkania.
-Och. Nie takie tam znowu skromne.-powiedział Pet, którego prawie zatkało.
Mieszkanie było całe białe, a każdy element był spójny z całością. W salonie mieścił się uroczy kominek, który tak jak wszystko tutaj był biały.
- A tutaj jest mój pokój.
Teraz zatkało, także Sylvię. Pokój był ogromny i mieścił w sobie garderobę większą niż salon. Nie zabrakło w nim nawet wanny. Kolorystyka była inna niż w reszcie domu, ponieważ prócz bieli był tu fiolet i żółty. 
-Może coś zjecie lub może chcecie się czegoś napić? Mam colę, sprite, sok pomarańczowy i mrożoną kawę. A do jedzenia ciastka, żelki, sałatkę, czipsy i jakieś krakersy. Zawsze mogę zamówić jakieś chińskiej jedzenie lub pizze. 
-Hmm. A może żelki? Co wy na to?-spytała Sylvia.
-Dobry wybór! Ha ha ha- stwierdzili Mel i Peter.
Melisa przyniosła żelki i colę, po czym wbiegła z Sylvią i Peterem do garderoby, by wybrać coś dla Sylvii i siebie.
Po długich naradach stwierdzili, że Mel ubierze się w czarno białą sukienkę, czarne sandałki na obcasie, niebieski naszyjnik i czarną maskę z piórkami. Dla Sylvii wybrano czarną sukienkę ze złotymi zdobieniami, proste czarne sandałki, czarną kopertówkę, maskę taką samą jaką miała Melisa i opaskę, którą Mel dostała w prezencie od D&G za udział w kampanii. Obie nałożyły na siebie masę makijażu, dzięki czemu wyglądały jak boginie!
   Gdy skończyli przygotowania, zbierali się do wyjścia i wtedy Sylvia znów zobaczyła chłopaka z lekcji.
-Hej...
-Cześć!-powiedział chłopak z uroczym uśmiechem.
-To wy jesteście parą czy coś? 
-Och. Nie! Jesteśmy rodzeństwem.- oboje wybuchli śmiechem.
-Przepraszam. To było trochę głupie.
-Nie przejmuj się.-powiedział Alek.- A ty to?
- Peter Black. 
-Alek Wolf. Miło mi. Dobra to spotkamy się na imprezie, ok? Ja muszę się jeszcze przebrać.
Trójka przyjaciół podążyła w stronę miejsca imprezy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz